LUDZIE w FUNDACJI

MATEUSZ DZIERZA

PREZES FUNDACJI

Odkąd pamiętam fascynowałem się Naturą, w tym głównie środowiskiem wodnym. Obserwacja żab, ryb, traszek, nartników i wszystkiego co związane z wodą, była i jest częścią mojego życia, przemyśleń, marzeń, oraz snów. 

Już jako 2 latek uwielbiałem spędzać czas nad wodą, nie
mając styczności z wędkarstwem, które w późniejszym czasie dało mi namacalną
możliwość kontaktu z rybami, oraz zwracaniem im wolności w celu dalszej
egzystencji i możliwości rozmnażania.

Złożyło się, tak, że nie miałem wśród najbliższych wędkarzy,
których jako dzieciak obserwowałem nad wodą, marząc o wędkowaniu. Szczęśliwie
jako młody chłopak dzięki sąsiadowi i dążeniu do celu zacząłem swoją przygodę z
wędkowaniem na tzw. „karasiowisku” rozlewisku rzeki.

Żyłka na szpulce, śruciny, spławik z długopisu i haczyk
pozwoliły mi spełniać marzenia pochłaniając mnie w pełni, dzięki czemu
prawdopodobnie uniknąłem w przeciwieństwie do wielu znajomych, tak zwanego
zejścia na złą drogę. Niemal codzienne wędkowanie na karasiowisku i zwracanie
rybom wolności rozbujało moje marzenia związane z wędkarstwem. Odkupiłem od
kolegi z klasy popularny w tamtych czasach „Poradnik Wędkarski” a od sąsiada
dostałem niezależne miesięczniki „Wędkarz Polski” z paru lat, które posiadam do
dnia dzisiejszego. Wszystko to pozwalało mi marzyć i spełniać marzenia o
metodach, sposobach i miejscach. Poza łowieniem białorybu, marzyłem o łowieniu
drapieżników na spinning, nie mając nikogo, kto mógłby mnie nauczyć, cała droga
sprowadzała się do prób i błędów, to samo dotyczyło łowienia na muchę o czym
marzyłem, uważając tą metodę za wyjątkową formę.

Wszystko udało się zrealizować, dzięki marzeniom i dążeniu
do ich spełnienia.

 Wracając do „karasiowiska:, następnie zasypanego przezkoparki w celu zbycia ziemi i wspaniałego miejsca w rodzinnej miejscowości w postaci zalewu utworzonego na jednym z jurajskich potoków, dającemu życie wszystkim gatunkom ryb obserwowanych przeze mnie z kajaka w krystalicznej wodzie w tym pstrągom potokowym, po latach zmeliorowanym zdegradowanym, przekopanym w rów pozbawionym meandrów drzew i ryb, zmieniłem swoja postawę.

Już wtedy jako nastolatek zrozumiałem, że moja pasja i marzenia zostają
stopniowo zabijane, jeszcze wtedy nie wiedziałem,że tak daleko to wszystko
zajdzie, pod kątem degradacji i wspólnej drogi w celu jej przeciwdziałania.

Stało się tak, że udało się połączyć wspaniałych ludzi,
którzy mają na celu niezależnie dobro wód, chcąc lobbować interesy wód i
wędkarzy, nie mylić z kłusownikami posiadającymi uprawnienia do wędkowania,
czego winowajcami są nieodpowiedzialni użytkownicy wód Skarbu Państwa i brak
realnego nadzoru nad nimi. Pewna idea, która mi przyświeca pozwoliła być tu i
teraz wraz ze wspaniałymi ludźmi, wybranymi spośród setek, ponieważ dobro wód,
apolityczność i prawda niewygodna dla wielu, jest tym co nam przyświeca,
niestety nie każdy jest zdolny podążać tą drogą, osobiście nie widzę innej.
Czasu zostało niewiele..